Hahnenklee

001 - 150604 - Harz - HahnenkleeCo łączy Karpacz z niemieckim miasteczkiem położonym w górach Harz – Hahnenklee? Drewniany kościół zbudowany na wzór tych z czasów Wikingów. Odpowiednikiem karkonoskiej świątyni Wang jest tutaj norweski kościół Stabkirche wykończony w 1908 roku. Oba miasta wymieniają się wiadomościami w sprawie konserwacji i utrzymują wzajemne kontakty. Tych informacji dostarczył nam zafascynowany Polską właściciel pensjonatu, w którym się zatrzymaliśmy.

Korzystając z przedłużonego czerwcowego weekendu na Boże Ciało wybraliśmy się w okoliczne górki Harz. Każda okazja jest dobra, by choć na trochę opuścić domowe zacisze, oderwać się od codziennych zajęć, zmienić klimat i poznać nowy zakątek. Tym bardziej, że Hahnenklee leży zaledwie 120 km od naszego domu. Ubieramy wygodne buty i cały boży dzień spędzamy na łonie natury. Wędrujemy leśną ścieżką z miasteczka Lautenthal wokół jeziora Innerstestausee. Na odcinku kilku kilometrów nie spotykamy ani żywego ducha. Otacza nas tylko pobudzona do życia przyroda. W pewnym momencie przybliża się do nas z naprzeciwka rowerzysta.

– Nie widzieliście przypadkiem starszego człowieka z blizną na twarzy? – pyta nas. Jest pacjentem pobliskiej kliniki. Zagubił się i właśnie rozpoczęliśmy akcję poszukiwawczą.

– Przykro nam, ale niestety nie. Jest pan pierwszym napotkanym od kilku godzin. Na szlakach nie spaceruje zbyt wielu turystów.

– Gdybyście go zobaczyli, zadzwońcie na policję – informuje nas na odchodnym.

Dochodzimy do brzegu jeziora. Tu pojawiają się wreszcie spacerowicze, ale opisanego seniora nie rozpoznajemy. Góry Harz charakteryzują się bardzo dużą liczbą sztucznych zbiorników wodnych, na których pobudowane są zapory. Z drugiej strony jeziora ponownie wita nas las i pustawe ścieżki. Bardzo tu przyjemnie. Może właśnie dlatego, że nie ma tłumów? Po dwudziestu dwóch kilometrach zamykamy pętlę, wracamy do Hahnenklee i od razu udajemy się na koncert gitarowy do Stabkirche. W każdy czwartek i sobotę fundacja działająca przy kościele organizuje różne imprezy muzyczne lub inne wydarzenia kulturalne. Wstęp jest darmowy, lecz wolne datki mile widziane. Tym razem wita nas niemiecki gitarzysta Roger Tristao Adao mieszkający obecnie w Hiszpanii. Tak obco brzmiące nazwisko zawdzięcza żonie. Wcześniej nazywał się pospolicie Zimmermann, co może faktycznie niezbyt pasuje artyście? Gra przystosowane na gitarę utwory Bacha (1685 – 1750), Brescianello (1690 – ok. 1757) oraz bardziej współczesne południowoamerykańskiego kompozytora Barriosa (1885 – 1944) i kubańskiego Brouwera (*1939). Inspirowany muzyką Bacha Agostin Barrios jest jednym z największych gitarzystów XX wieku, a jego wizerunek widnieje na pięćdziesięciotysięcznym banknocie guarani w Pargwaju. Jeśli wierzyć Rogerowi Tristao Adao, Barrios jest jedynym gitarzystą odwzorowanym na jakiejkolwiek walucie na świecie.

Kościół pęka w szwach od publiczności. Pomijając naszą dwójkę, goście wyglądają na 60+ i pochodzą najczęściej z Holandii. Podobna struktura wiekowa dotyczy większości odwiedzających Hahnenklee. Również miejscowi są albo sami rencistami, albo pracują w turystyce dla rencistów. Innej pracy tutaj nie ma. Przydałoby się trochę świeżej krwi w tym pięknym kurorcie, ale młodzi uciekają do większych miast. W wielu krajach i wielu regionach występuje ta sama tendencja: eksodus młodych ludzi ze wsi i małych miasteczek do dużych aglomeracji miejskich. O 21:00 próbujemy znaleźć otwartą restaurację, która wyda nam jeszcze kolację. To wcale nie takie proste, jakby się wydawało. Po kilku nieudanych próbach znajdujemy wreszcie lokal, gdzie obsługa specjalnie dla nas gotuje po oficjalnym zamknięciu.

– Widzicie, seniorzy jedzą o 18:00 – 19:00. Potem nie opłaca nam się utrzymywać kuchni. I tak nikt nie przychodzi – informuje nas kelnerka.

Kiedy po 22:00 wracamy do pensjonatu, miasteczko jakby wymarło. Próżno szukać tu baru czy dyskoteki. Otwarte ma tylko Pakistańczyk mieszkający u podnóża szczytu Nanga Parbat, którego poznaliśmy poprzedniego dnia. A może powinnam widzieć w tymże fakcie zaletę, a nie wadę? To w końcu kurort.

Następnego dnia znów wyruszamy na piękny szlak zwany „Szlakiem ławek miłości” – Liebesbankweg. Wzdłuż siedmiokilometrowej pętli poustawianych jest 25 fikuśnych ławek przedstawiających parę od momentu poznania, aż do diamentowego wesela po sześćdziesięciu wspólnie spędzonych latach. Oprócz ławeczek wędrówkę umila sielankowy krajobraz: sześć połączonych ze sobą jeziorek w postaci tarasów. Na zmęczonych czekają knajpki serwujące zimne napoje i przekąski. Niesamowicie dopisuje nam pogoda: błękitne niebo i radosne słońce. W połowie drogi zbaczamy lekko z trasy i idziemy na pobliski szczyt Bocksberg. Dojechać tam też można kolejką z centrum Hahnenklee. Tutaj oprócz pysznej grochówki nie możemy odmówić sobie zjazdu a la bobslejem ze zbocza góry. Wesoła atrakcja dla ludzi w każdym wieku. Bardziej ekstremalni sportowcy mogą natomiast wypożyczyć rowery i zjechać górską ścieżką po wertepach na sam dół. Wersją pośrednią, którą wybieram kolejnego dnia, jest zjazd hulajnogą!

Na zakończene udanego pobytu zostawiamy sobie zwiedzanie kopalni srebra „Lautenthals Glück” w miasteczku Lauthenthal. Zamknięci w małym przedpotopowym wagoniku przypominającym klatkę ruszamy w wąski tunel. Aż mnie dziwi, że nikt na początku nie spytał, czy ktoś z odwiedzających nie ma przypadkiem kłopotów z sercem lub klaustrofobii. Ciemno, ciasno i duszno. Po kilku bardzo długich minutach docieramy do podziemnej stacji, wysiadamy i dalsze korytarze zwiedzamy na pieszo z przewodnikiem. Po zakończonej ekskursji żegnamy się z grupą i ruszamy w inny zakątek kopalni, gdzie można na włąsną rękę pożyczyć łódkę i wpłynąć samodzielnie do korytarza, a potem się z niego wyholować ciągnąc za linę umieszczoną nad głową. Ciekawa konstrukcja wymagająca sporej siły. Dobrze, że to tylko kilkadziesiąt metrów, a nie kilka kilometrów, czyli odcinek, jaki musieli pokonać górnicy transportując wyrobek…

Zostaw komentarz

Search

O mnie

Natalia Brożko - autorka książek:

„W 16 miesięcy dookoła świata. Ameryka Łacińska”, Burda NG Polska z logo National Geographic.

„W 16 miesięcy dookoła świata. Azja, Australia i Oceania oraz Ameryka Północna”, Burda NG Polska z logo National Geographic.

"Azja moimi oczyma. Wspomnienia z podróży”, Warszawska Firma Wydawnicza.


Urodziłam się w Głuchołazach, malutkiej miejscowości na południu Polski. Na studia wyjechałam do Berlina, gdzie skończyłam historię i społeczeństwo Południowej i Południowo-Wschodniej Azji na Uniwersytecie Humboldta. Już w dzieciństwie zakochałam się w podróżach tych bliskich, a potem i tych dalekich.

"ŚWIAT JEST WIELKĄ KSIĘGĄ. KTO NIE PODRÓŻUJE, CZYTA JEDNĄ STRONĘ". (Św. Augustyn)