Kanada

Podróż do Kanady

Nasza podróż do Kanady o mały włos nie zakończyłaby się już na lotnisku we Frankfurcie. Również doświadczonym podróżnikom zdarzają się wpadki i kardynalne błędy początkujących. Dużo się u nas ostatnio działo. W roztargnieniu zostawiłam najpierw w poczekalni otwarty plecak ze wszystkimi dokumentami i walizkę. Nawet się nie zorientowałam, że nie mam przy sobie bagażu. Znalazła mnie policja i oddała zgubę. Potem mieliśmy problemy z odprawą w automacie. Na koniec przy okienku okazało się, że automat nie wykrztusił kart pokładowych, bo nie posiadany wymaganych dokumentów!

Zasugerowaliśmy się, że do Kanady jest ruch bezwizowy i nie doczytaliśmy, że od 2016 roku wymagane jest pozwolenie ETA przy wjeździe do kraju drogą lotniczą – coś w rodzaju wizy elektronicznej. Kiedy impuls nadal szukał mojego mózgu i synapsy w żaden sposób nie mogły się ze sobą połączyć, Fabian wertował już Internet w komórce w poszukiwaniu odpowiedniego formularza. Jest! Wypełniamy nerwowo ETA: imię, nazwisko, zawód, pracodawca… Wreszcie płatność drogą elektroniczną i przycisk „wyślij”. W napięciu czekamy na udzielenie pozwolenia. Kilka minut później otrzymujemy na maila potwierdzenie w stylu „zapraszamy do Kanady”! Biegniemy do okienka do odprawy, a urzędnik od razu widzi w systemie zielone światło i drukuje nam karty pokładowe. Obecna technika mnie zadziwia, szokuje, a w momentach takich jak ten – fascynuje. Jakby to było kiedyś? Powrót do domu pierwszym pociągiem i wczasy „pod gruszą”.

Québec

Cały dzień leje jak z cebra, lecz nie przeszkadza nam to, by poznać Québec. To piękne historyczne miasto we wschodniej Kanadzie, jedyne w Ameryce Północnej na północ od Meksyku, w którym znajdują się fortyfikacje miejskie. Starówka zaliczona jest do Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO od 1985 roku.

Pierwsze, co rzuca nam się w oczy, to przepotężny hotel Château Frontenac, rozbudowywany przez wiele dziesiątek lat. Obecnie liczy sobie 600 pokoi i wcale nie wygląda jak hotel, tylko jak wielki zamek górujący nad miastem. Z tego powodu jest najczęściej fotografowanym hotelem świata! Obiekt ma też znaczenie historyczne. To tutaj spotkali się Roosevelt i Churchill i planowali lądowanie w Normandii, które miało miejsce w 1944 roku.

Wrażenie robi również bazylika Notre-Dame de Québec, którą odwiedził papież Jan Paweł II (kolebka katolicyzmu w Kanadzie).

Prowincję Québec przecina potężna rzeka Świętego Wawrzyńca. Samo słowo „Québec” oznacza w języku rodzimych Indian „miejsce, gdzie rzeka się zwęża”. Z ciekawostek natomiast słowo „Kanada” znaczy „wioska”! Baaardzo duże wioski mieli więc Indianie na myśli.

W prowincji Québec pierwszym i jedynym językiem urzędowym mieszkańców jest francuski. Samuel de Champlain dotarł na te ziemie przypadkiem szukając drogi morskiej do Chin – jak tłumaczył nasz lokalny przewodnik – i założył w 1608 roku kolonię Nową Francję. Po Francuzach przyszli Brytyjczycy, stąd francuskie i brytyjskie wpływy w architekturze. Bitwa o Québec z Brytyjczykami 13.09.1759 trwała zaledwie 30 minut i zakończyła się klęską wojsk francuskich. W bitwie zginęli dowódcy obu armii: gen Wolfe i Francuz Montcolm. Co ciekawe, w centrum miasta stoi jeden wspólny pomnik upamiętniający ich obu. Nowa Francja oficjalnie przestała istnieć w 1763 roku po podpisaniu pokoju paryskiego kończącego wojnę siedmioletnią w Europie. Według jego postanowień Francuzi musieli przekazać Brytyjczykom wszystkie swoje kolonie północnoamerykańskie.

Zaledwie kilkanaście kilometrów poza miastem Québec znajduje się potężny wodospad Montmorency o wys. 83 metrów! To o 30 metrów więcej niż wodospad Niagara. Zanim ruszyliśmy w drogę do Ottawy, zatrzymaliśmy się jeszcze w prowincji Québec przy wodospadach Chaudière.

Ottawa

Każdego ranka przypomina mi się piosenka „Ciągle pada”. Obiektywnie rzecz biorąc bywają ładniejsze dni w roku na zwiedzanie tej części świata niż listopadowa plucha, ale – jak mawiają niektórzy – to nie pogoda jest winna, tylko nieodpowiednie ubranie. Zakładamy więc płaszcze przeciwdeszczowe i odkrywamy stolicę Kanady położoną w prowincji Ontario! A jest co odkrywać…

Pierwsze kroki kierujemy w kierunku parlamentu, który wraz z zabudowaniami wokoło tworzy serce miasta. Wjeżdżamy windą na Wieżę Pokoju (92 m) i podziwiamy panoramę. Naszą uwagę przykuwają reprezentacyjne budynki rządowe, szeroka rzeka o tej samej nazwie, co miasto i most Alexandra. Niestety jak okiem sięgnąć trwają tutaj prace restauracyjne i trudno zrobić zdjęcie bez dźwigu lub płotu. Z trudem uchwycam przynajmniej bibliotekę parlamentarną, która jest perełką architektoniczną. Kolejną perełką jest kanał Rideau zaliczony do UNESCO. Nieopodal stoi pomnik królowej Elżbiety II na koniu, która do dziś jest głową państwa. Bardziej interesuje mnie jednak pomnik kobiet-pionierek, które pokazały, że kobiety są ludźmi „women are persons” i wywalczyły w roku 1929 prawo do bycia senatorkami.

Kraj obchodzi w tym roku 150-tą rocznicę powstania. Kanadę powołano bowiem do życia 01.07.1867 roku. Z tej okazji zorganizowano np. nową ekspozycję sztuki kanadyjskiej w Galerii Narodowej. Niesposób przeoczyć wejścia do galerii, ponieważ strzeże go 9-cio metrowy pająk!

Ottawa jest przepiękna. Może uda nam się tu jeszcze przyjechać latem. Gdybym natomiast chciała załatwić jakiekolwiek formalności na terenie Kanady, to już wiem, gdzie się udać. Nasz pensjonat graniczy bowiem z polską ambasadą.

Montreal

Na szczególną uwagę zasługuje w Montrealu stadion olimpijski. Odbyły się tutaj letnie Igrzyska Olimpijskie w 1976 roku. Kompleks tyle kosztował, że spłacono go dopiero kilka lat temu. Wieżę stojącą na terenie paru olimpijskiego wpisano do Księgi Rekordów Guinnessa ze względu na jej nachylenie: 45 stopni. Krzywa wieża w Pizie to przy tym „małe piwo”.

Poza tym nie można pominąć Bazyliki Notre-Dame. Tutaj brała ślub Céline Dion i odprawiał mszę Jan Paweł II. Nic dziwnego, że upodobali sobie to miejsce, bo neogotycka świątynia jest chyba najpiękniejszą, jaką widziałam. W każdą niedzielę o 11:00 odbywa się uroczysta msza św. z udziałem chóru i oprawą muzyczną. Jeden z proboszczy parafii zapragnął kiedyś posiadać największe organy w Kanadzie, co mu się udało zrealizować. Liturgia odbywa się głównie po francusku, z elementami po angielsku, hiszpańsku, włosku i portugalsku. Również spowiedź możliwa jest w tych pięciu językach!

We mszy bierze udział wielu turystów, bo wtedy nie trzeba płacić wstępu. Nawet Pasterka jest płatna i bilety są w sprzedaży już od teraz i kosztują 6 dolców…

Kulinaria

Mieszanka kulturowa kraju odzwierciedla się oczywiście w menu. W prowincji Québec przoduje kuchnia francuska, a potem pojawiają się wszelkie inne: brytyjska, portugalska, libańska, chińska, tajska, indyjska, polska itp. itd. Jeśli wierzyć broszurom informacyjnym, 120 smaków różnych mniejszości narodowych/etnicznych. Raj dla podniebienia, lecz niestety stres dla portfela. W Montrealu znajduje się ponoć najwięcej restauracji przypadających na jednego mieszkańca w całej Ameryce Północnej, więc jest w czym wybierać!

 

Zostaw komentarz

Search

O mnie

Natalia Brożko - autorka książek:

„W 16 miesięcy dookoła świata. Ameryka Łacińska”, Burda NG Polska z logo National Geographic.

„W 16 miesięcy dookoła świata. Azja, Australia i Oceania oraz Ameryka Północna”, Burda NG Polska z logo National Geographic.

"Azja moimi oczyma. Wspomnienia z podróży”, Warszawska Firma Wydawnicza.


Urodziłam się w Głuchołazach, malutkiej miejscowości na południu Polski. Na studia wyjechałam do Berlina, gdzie skończyłam historię i społeczeństwo Południowej i Południowo-Wschodniej Azji na Uniwersytecie Humboldta. Już w dzieciństwie zakochałam się w podróżach tych bliskich, a potem i tych dalekich.

"ŚWIAT JEST WIELKĄ KSIĘGĄ. KTO NIE PODRÓŻUJE, CZYTA JEDNĄ STRONĘ". (Św. Augustyn)