Kościół na Fidżi

W 19. wieku na wyspy Oceanii przybyli misjonarze, którzy wykorzenili na zawsze część rodzimej kultury tubylców. Nie tylko wprowadzono „moralność” likwidując tym samym wolną miłość wyspiarzy, lecz również wytrzebiono niestety część tradycyjnych instrumentów, tańce i muzykę, gdyż uznano je za dzieło diabła. Mieszkańcy wysp do dziś są nadzwyczaj religijni. Niedziela jest tutaj dniem świętym i wolnym od pracy w dosłownym tego słowa znaczeniu. Życie na ulicy zamiera. Z ofert turystycznych znikają wszelkie wycieczki fakultatywne. Na niektórych wyspach Oceanii nawet kąpiel w morzu uznawana była do niedawna za niedozwoloną „pracę”.

Mieszkańcy jak jeden mąż tłumnie udają się do kościoła na dźwięk drewnianych kołatek (odpowiednik naszego dzwonu kościelnego). W malutkiej wiosce Namada też udałam się w niedzielę na nabożeństwo. Trafiłam do zboru zielonoświątkowców. Nie muszę chyba dodawać, że byłam jedyną „białą” / obcą osobą w zgromadzeniu i wzbudzałam sensację. Metodą „głuchego telefonu” w przeciągu kilku minut cały kościół wiedział już, jak się nazywam i skąd jestem. Ceremonia trwa według ich obrządku prawie trzy godziny. Pierwszą część można by porównać do przepięknego koncertu muzycznego. Sześcioro śpiewaków wyśpiewywało po angielsku i fidżijsku pieśni na cześć Pana w asyście perkusji, gitar i keybordu. Po zakończeniu śpiewu miał miejsce obrzęd, który przyrównałabym do znaku pokoju. Wszyscy wierni opuszczają swoje miejsca i każdy z każdym całuje się w policzek. Po wymienieniu serdeczności pastor wita każdego z osobna mówiąc o nim kilka ciepłych (chyba) słów. (Ceremonia odbywała się w języku fidżyjskim). Również ode mnie wzięto już na początku „mszy” dane osobowe. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu przyszła kolej i na moje powitanie. „Ksiądz” w nienagannej angielszczyźnie pozdrowił mnie, podziękował za przybycie i wspólną modlitwę, i pobłogosławił na dalszą podróż. Niesamowicie miły gest. W Namadzie u zielonoświątkowców doznałam wiele gościnności i ciepła. W ostatniej części nabożeństwa czytano i interpretowano Pismo Święte, a mnie wręczono Biblię po angielsku do samodzielnego studiowania.

Śpiew w kościele

3 komentarze

  1. Ewa napisał(a):

    Dzień dobry Natalio,
    fidżyjscy chórzyści świetni.Ciekawi mnie ich garderoba, dokładnie zgrabne spódniczki panów.Gustowniejsze chyba niż żeńskie.Czy oni zawsze tak ubierają się w dni świąteczne?
    W Opolu dziś zaczął się festiwal piosenki, ale przyznam, że rytmy fidżyjskie są atrakcyjniejsze.
    Wielu muzycznych wrażeń na drodze.
    Pozdrawiam gorąco z coraz słoneczniejszych Głuchołaz.
    PS.
    Jak widać na brak ciepła nie narzekacie.:)

  2. Natalia napisał(a):

    Dzień dobry Pani Ewo,
    mnie też zauroczyły męskie spódnice zwane sulu. To nie tylko świąteczny strój. Tubylcy noszą sulu na co dzień w połączeniu albo z naszymi „normalnymi” koszulami i krawatem (strój odświętny), albo z kolorowymi fidżyjskimi zwanymi sote. Przezabawny jest widok policjantów w spodnicach:)
    Pozdr.
    Natalia

  3. Halina napisał(a):

    przecudnie….kiedy doczekamy tego w naszym kościele ?…..?…..?Czytając,czułam tą atmosferę,wzruszenia…………….pa,pa

Zostaw komentarz

Search

O mnie

Natalia Brożko - autorka książek:

„W 16 miesięcy dookoła świata. Ameryka Łacińska”, Burda NG Polska z logo National Geographic.

„W 16 miesięcy dookoła świata. Azja, Australia i Oceania oraz Ameryka Północna”, Burda NG Polska z logo National Geographic.

"Azja moimi oczyma. Wspomnienia z podróży”, Warszawska Firma Wydawnicza.


Urodziłam się w Głuchołazach, malutkiej miejscowości na południu Polski. Na studia wyjechałam do Berlina, gdzie skończyłam historię i społeczeństwo Południowej i Południowo-Wschodniej Azji na Uniwersytecie Humboldta. Już w dzieciństwie zakochałam się w podróżach tych bliskich, a potem i tych dalekich.

"ŚWIAT JEST WIELKĄ KSIĘGĄ. KTO NIE PODRÓŻUJE, CZYTA JEDNĄ STRONĘ". (Św. Augustyn)