Przyjaźń z policją

Aby dotrzeć do miasta, trzeba skorzystać z usług taksówkarzy. Nie jest to jednak takie łatwe, jak by się wydawało. Taksówki są wprawdzie wyposażone w taksometry, które teoretycznie powinny być używane, ale rynek wokół Kao San Road rządzi się własnymi prawami. Nie chciałabym uogólniać, ale taksówkarze w tym rejonie to hieny czekające na żer. Zapytałam chyba z dziesięciu przewoźników, czy nie zechcieliby łaskawie włączyć taksometru i zawieźć nas pod wskazany adres. Z beszczelnym uśmiechem każdy odmówił.

Poszłam na skargę do informacji turystycznej. Miły urzędnik odpowiedział mi: Pani, Pani przecież jest na Kao San Road! Oni są zmówieni. Poproś Pani może jakiegoś policjanta!. Jeszcze nigdy nie prosiłam policjanta o złapanie taksówki. Nie było też akurat żadnego na ulicy. Jako, że moje ciśnienie z każdą sekundą jednak rosło, ruszyłam na podbój pobliskiego komisariatu policji. Po wyjaśnieniu sprawy, policjant wyposażony w pełny strój antyterrorystyczny i pałę, poszedł ze mną do boju „taksówkowego”. Złapał pierwszego lepszego kierowcę, włączył jego taksometr, pouczył odpowiednio, zapakował całe nasze towarzystwo i życzył przyjemnej podróży. Nasza „podróż” nie trwała jednak długo. Kierowca przejechał kilka krętych uliczek, byle dalej od policji i bez skrupułów wysadził nas na poboczu. Padał monsunowy deszcz. Może to i dobrze, bo ochłodził naszą wściekłość. Z przyjemnością daję napiwki za uczciwą cenę, albo dobry serwis, ale jeśli ktoś oszukuje mnie w żywe oczy, to krew mnie zalewa. Spisałam numery rejestracyjne samochodu i w ciemnościach egipskich i w strugach deszczu zawróciliśmy na … komisariat. Policjant nie był zadowolony na nasz widok. Źle wykonał powierzone mu zadanie. Zawiódł, czyli stracił twarz, co w tajskiej kulturze jest ogromnym nieszczęściem. Przeprosił nas, ubrał hełm, wziął pałę i kolejny raz ruszył na podbój taksówki z taksometrem. Znów złapał pierwszego lepszego kierowcę, włączył jego taksometr, pouczył odpowiednio, zapakował całe nasze towarzystwo i życzył przyjemnej podróży, ale zrobił jeszcze … zdjęcie kierowcy wielgachnym aparatem fotograficznym! Moje numery rejestracyjne w niczym się nie przydały. Ważny jest jedynie numer licencji ze zdjęciem umieszczony na przedniej szybie. Tylko w ten sposób można zidentyfikować delikwenta. Od tego zdarzenia jeździmy taksówkami tylko z aparatem fotograficznym na podorędziu, tak na wszelki wypadek…

Jeden komentarz

  1. Gosia napisał(a):

    Natalia w akcji! 😉 To jest to!!
    na takie właśnie opowieści ja czekam! czytajac od razu się czuje Ciebie obok! 🙂 Już widzę Twoja twarz, jak to opowiadasz!!!
    Oj biedni Ci taksówkarze, juz nie wspomne o policjantach w ww komisarjacie!!! ha ha ha ;D

Zostaw komentarz

Search

O mnie

Natalia Brożko - autorka książek:

„W 16 miesięcy dookoła świata. Ameryka Łacińska”, Burda NG Polska z logo National Geographic.

„W 16 miesięcy dookoła świata. Azja, Australia i Oceania oraz Ameryka Północna”, Burda NG Polska z logo National Geographic.

"Azja moimi oczyma. Wspomnienia z podróży”, Warszawska Firma Wydawnicza.


Urodziłam się w Głuchołazach, malutkiej miejscowości na południu Polski. Na studia wyjechałam do Berlina, gdzie skończyłam historię i społeczeństwo Południowej i Południowo-Wschodniej Azji na Uniwersytecie Humboldta. Już w dzieciństwie zakochałam się w podróżach tych bliskich, a potem i tych dalekich.

"ŚWIAT JEST WIELKĄ KSIĘGĄ. KTO NIE PODRÓŻUJE, CZYTA JEDNĄ STRONĘ". (Św. Augustyn)