Sztokholm

023 - 150907 - StockholmMusimy przedostać się pociągiem na lotnisko we Frankfurcie. Niby nic wielkiego, gdyby dziś wieczorem nie przypadał akurat mecz piłkarski Polska – Niemcy na frankfurckiej arenie. Stacja „Stadion” znajduje się zaraz przed lotniskiem, dlatego musimy jechać jednym składem z kibicami. Po peronie na dworcu głównym przechodzą tłumy pomalowane na biało-czerwono lub w barwach niemieckiej flagi. „Polska, Polska” – rozlega się wokoło. Nie mamy najmniejszych szans na wejście do wagonu. Jedziemy zatem w przeciwnym kierunku, by na początku danej linii zająć miejsca.

Po krótkim locie wysiadamy w Sztokholmie – stolicy Szwecji. Uczona doświadczeniem z Aarhus – mojej ostatniej wycieczki do Danii – wypatruję na drogach rowerzystów. Nic z tego. Tutaj rowerów jest jak na lekarstwo. Sztokholm położony jest na czternastu wyspach i w zasadzie głównym środkiem lokomocji są łodzie. Podobnie jak w Danii od razu zauważam mnóstwo osób uprawiających sport, przede wszystkim bieganie. Trafiamy przypadkowo na bieg kobiet, w którym bierze udział kilka tysięcy uczestniczek.

Kupujemy karnety miejskie upoważniające nas do kilku darmowych przejazdów i wstępów do licznych muzeów. Tym razem zachowujemy się jak typowi turyści. Chodzimy od muzeum do muzeum, by jak najlepiej wykorzystać nietani dwudniowy bilet. O 10:00 rano stoimy już pod drzwiami jakiegoś przybytku z listy i ganiamy tak do 17:00, aż nas skądś wypraszają, bo właśnie zamykają. Mimo, iż nie znoszę takiej turystyki, podoba mi się. Podoba mi się przede wszystkim uderzająca otwartość Szwedów i ich demokracja. Zwiedzamy pałac królewski, gdzie na co dzień urzęduje król, chodzimy po komnatach rezydencji królewskiej Drottningholm i ogrodach. Z zazdrością spoglądamy na długi stół, przy którym zasiadają do obiadu z królem Nobliści. Nikt nas nie kontroluje, ani nie prześwietla. U nas natomiast przed pałacem prezydenckim stoi wysoki płot i strażnik.

Wielki bankiet na cześć Noblistów odbywa się w ratuszu w Sali Błękitnej, która tak naprawdę jest koloru cegły. Po ratuszu oprowadza nas charyzmatyczna przewodniczka. W telewizji Sala Błękitna wygląda na dużo większą niż jest w rzeczywistości. Spowodowane jest to faktem, że goście, łącznie z rodziną królewską, siedzą ściśnięci jak sardynki w puszce. Przy długim stole VIP’ów na osobę przypada 70 cm, przy poprzecznych stołach laureaci Nagrody Nobla mają zaledwie 60 cm miejsca. Sala obrad, podobnie jak pałac królewski i rezydencja Drottningholm, jest również otwarta dla publiczności, która bez przeszkód może się przysłuchiwać obradom.

– Naprawdę? Każdy może wejść i posłuchać? – pytają z niedowierzaniem Rosjanie z naszej grupy.

Podobne zdziwienie wyrażają Chińczycy, kiedy słyszą o zupełnej wolności mediów w Szwecji.

– A jak chcecie wziąć ślub w ratuszu, to też wszystko załatwimy – informuje grupę przewodniczka. Ceremonie odbywają się w soboty: 60 par w sześć godzin! Są dwie wersje: wersja długa trwa od trzech do sześciu minut i krótka zaledwie MINUTĘ! Lepiej niż w Las Vegas!

W Sztokholmie nie można też opóścić muzeum Nobla położonego na starówce zwanej Gamla Stan i samej starówki. Wąskie uliczki zapraszają do spaceru i kontemplacji. Na degustację natomiast warto zajrzeć do knajpki należącej do muzeum alkoholu promującego m.in. wódkę Absolut. Jeśli zaś chodzi o menu, to nie potrafiliśmy sobie odmówić tradycyjnych kulek mięsnych znanych z IKEI i steka z renifera!

Ewenementem na skalę światową jest jeszcze muzeum Vasa, w którym przycumował drewniany statek wojenny. Vasa zatonął w 1928 roku zaledwie po dwudziestu minutach rejsu. Dopiero po 333 latach wydobyto go na światło dzienne z dna Bałtyku i odrestaurowano. Wygląda niesamowicie!

Co jeszcze zaskoczyło mnie w Sztokholmie? Umywalki w każdej ubikacji z osobna i generalnie koedukacyjne toalety.

Zostaw komentarz

Search

O mnie

Natalia Brożko - autorka książek:

„W 16 miesięcy dookoła świata. Ameryka Łacińska”, Burda NG Polska z logo National Geographic.

„W 16 miesięcy dookoła świata. Azja, Australia i Oceania oraz Ameryka Północna”, Burda NG Polska z logo National Geographic.

"Azja moimi oczyma. Wspomnienia z podróży”, Warszawska Firma Wydawnicza.


Urodziłam się w Głuchołazach, malutkiej miejscowości na południu Polski. Na studia wyjechałam do Berlina, gdzie skończyłam historię i społeczeństwo Południowej i Południowo-Wschodniej Azji na Uniwersytecie Humboldta. Już w dzieciństwie zakochałam się w podróżach tych bliskich, a potem i tych dalekich.

"ŚWIAT JEST WIELKĄ KSIĘGĄ. KTO NIE PODRÓŻUJE, CZYTA JEDNĄ STRONĘ". (Św. Augustyn)