Żabie przysmaki w Arequipa

Arequipa to drugie co do wielkości miasto w Peru (po Limie). Oprócz potężnej katedry, ładnego placu i wąskich uliczek o ciekawej architekturze, w pamięci utkwi mi jednak przede wszystkim targ San Camilo. Nasze dni w Peru są już policzone. Koniec pobytu chcemy uczcić ceviche (surową rybą z cebulą). Wchodzimy do cevicherii, a tam ceny wyższe niż w stolicy. Ładnie dziękujemy więc rozczarowanej pani kelnerce liczącej już w myślach dinery na widok „białych” i idziemy w stronę targu. Na bazarze zawsze można dostać tanie i świeże jedzonko. Zanim docieramy jednak do uliczki z ceviche, moją uwagę przykuwa wielk szyld jugo de rana, czyli sok z … żaby. W Cusco jadłam już zupę z żaby. Tym razem, ku wielkiemu przerażeniu Fabiana, przymierzam się do soku.

– Ile za szklankę? – pytam młodej sprzedawczyni.

– 10 soles.

– Drogo – myślę sobie. Za 10 soles można zjeść cały obiad. Sok z żaby to jednak – według tubylców – panaceum na różne dolegliwości. Cytuję szyld reklamowy: „Żaby na: bóle głowy, polepszenie wzroku, anemię, prostatę, astmę, nerwy, epilepsję i menopauzę”. Menopauzy jeszcze wprawdzie nie przechodzę, ale sok mnie bardzo kusi.

– Jedną szklankę poproszę – zamawiam i czekam na rozwój sytuacji.

Fabian przewraca w tym momencie oczami i wykonuje międzynarodowy gest wymiotny.

Pani sprzedawczyni ubiera gumowe rękawice, grzebie w wielkim wiadrze pełnym żywych żab i wyciąga jedną dorodną sztukę.

– Podoba się pani? – pyta mnie.

Nim zdążyłam odpowiedzieć, sprzedawczyni złapała żabę za tylne nogi, trachnęła nią dwa razy o kant stołu, odcięła głowę, sprytnymi ruchami obdarła ze skóry i najmniejszym palcem wypruła flaki. Tak przygotowany płaz trafił na kilka chwil do garnka z wrzątkiem. W tym samym czasie do miksera zaczęły trafiać przeróżne niezidentyfikowane substancje i witaminy z aptecznych pojemników. Po minucie gotowania pani wyłowiła żabę z garnka i z impetem cisnęła ją w całości do miksera.

– A co z kośćmi? – zastanawiam się.

Nic prostszego. Po zmiksowaniu gęsty zawiesisty płyn trafia do sitka, w którym zostają odłamki. Zadowolona ze swojej pracy kobieta wręcza mi kufel piwny z zielonym żabim sokiem i wyczekująco patrzy na moją reakcję. Nie mam więc odwrotu. Wciągam przez słomkę pierwszy duży łyk. Smakuje lepiej niż wygląda. Sok jest dość ciepły i przypomina bardziej zupę niż napój. Całkiem niezły. Chyba stanę się fanką żab!

To jest przystawka. Teraz idziemy na ceviche – nasze ulubione danie w Peru. Do soku z surowej żaby, surowa ryba komponuje się znakomicie. Kończymy już nasze porcje, gdy nasz wzrok pada na odcięty świński łeb leżący na ladzie nieopodal. To bardzo sugestywna reklama hamburgerów. Sprzedawczyni odcina brudnymi rękami od korpusu kawały świńskiego mięsa i wkłada je równiutko do bułek.

Hmmm…. – zastanawiamy się. Wygląda tak apetycznie! Zamawiamy jeszcze dwa hamburgery. Na koniec uczty brakuje mi już tylko popitki. Wodzę wzrokiem po targu, aż w rogu dostrzegam pełne wiadra chichy dwóch rodzajów: de jora (z kukurydzy) i de quinoa (z komosy ryżowej). Wypijam pół litra napoju i na wszelki wypadek rozglądam się za … toaletą.

6 komentarzy

  1. Adriana napisał(a):

    oj Natalko dobrze, że zaczęłam to czytać będąc już po śniadanku inaczej to nie wiem czy bym dała radę coś zjeść po przeczytaniu tego artykułu.
    Podziwiam Fabiana, że daje chłopak radę:)

  2. Kasia&Kuba napisał(a):

    jak Wy po tym wszystkim będzie trawić zwykłe europejskie jedzonko? 🙂 Lepiej rozglądajcie się za jakimiś tanimi dostawcami którzy Wam będą te smakołyki podysłać do Polski lub Niemiec 😉
    Normalnie aż się człowiek robi głodny i chciałby również zasmakować takich specjałów.

    pozdrawiamy

  3. Endru napisał(a):

    Kolacji dzisiaj nie ruszę – ale poczytam jeszcze wszystkie reportaże bo zaległości mam niemałe. Chyba już zaaklimatyzowałem się w kraju – po afrykańskiej gorączce dopadła mnie grypa i kamyki. Jest jednak już OK.
    Pozdrawiam Was serdecznie i Wasze żałądki

  4. Natalia napisał(a):

    Dużo zdrówka życzymy!

  5. Halina napisał(a):

    Podziwiam obfitość Waszych smaków 🙂 Natalko,tym soczkiem zaszokowałaś mnie ,ale ,,jak się nie spróbuje,to się nie wie jak smakuje ! Nie chce wiedzieć 🙂
    Myślę ,że nadrobiłam zaległości.Dzięki bardzo za miły wieczór.

  6. Natalia napisał(a):

    Pani Halinko, dziękuję za wszystkie komentarze! Bardzo mnie Pani zaskoczyła taką obfitością! Pozdrowienia

Zostaw komentarz

Search

O mnie

Natalia Brożko - autorka książek:

„W 16 miesięcy dookoła świata. Ameryka Łacińska”, Burda NG Polska z logo National Geographic.

„W 16 miesięcy dookoła świata. Azja, Australia i Oceania oraz Ameryka Północna”, Burda NG Polska z logo National Geographic.

"Azja moimi oczyma. Wspomnienia z podróży”, Warszawska Firma Wydawnicza.


Urodziłam się w Głuchołazach, malutkiej miejscowości na południu Polski. Na studia wyjechałam do Berlina, gdzie skończyłam historię i społeczeństwo Południowej i Południowo-Wschodniej Azji na Uniwersytecie Humboldta. Już w dzieciństwie zakochałam się w podróżach tych bliskich, a potem i tych dalekich.

"ŚWIAT JEST WIELKĄ KSIĘGĄ. KTO NIE PODRÓŻUJE, CZYTA JEDNĄ STRONĘ". (Św. Augustyn)